Opiszę co dziś robiłam, znaczy, może nie cały ale najciekawszy kawałek hahah.
Więc z moim młodszym bratem postanowiliśmy pójść na lody, ( ma 5 lat ) ja wzięłam deskę ( Jeżdżę na Penny Board) a on rower i wyszliśmy, wcześniej padało. Jeździmy, zjedliśmy lody, kupiliśmy AriZonę i wracamy na osiedle.
Wpadł mi do głowy wtedy pomysł żeby Młody przebiegł jakiś odcinek, a ja mu zmierzę czas, wszystko super, ale przyszła moja kolej. Oczywiście uznałam że pojadę na desce, niby okej, ale pojechałam dalej niż było ustalone i planowałam że okrążę osiedle.
Deska wtedy (Byłam już poza dość daleko i mój brat został sam, ale odcinek dzięący nas był nie większy niż 15 metrów) cofnęła się do tyłu razem z moją nogą, ta się wykręciła i upadłam tyłkiem na wykręconą nogę:):) Super!
Noga bolała niemiłosiernie, serio xd
Dotarłam do ławki, czołgając się i siedzę tam nie wiem sama czy się śmiałam czy płakałam.
Krzyknełam;
- MŁODY! CHODŹ TU Z MOIM TELEFONEM! SZYBKO!
Na co on;
- Już idę!
Czekałam 5 minut (które trwały baaardzo długo) aż uznałam że muszę do niego tam iść, ale jak?
- SKACZĄC NA JEDNEJ NODZE!
Lecz gdy już byłam u celu, co zobaczyłam? - Mojego brata zbierającego, rower, picie, siatki, wszystko co mieliśmy..
Noga nie jest złamana, zwichnięta, czy skręcona, obita - może i tak.
Piszę o tym jednak ze względu na to, że pierwszy raz mi się coś takiego przydarzyło, nigdy nie miałam nic z kośćmi i nie planowałam mieć.
Piszę o tym jednak ze względu na to, że pierwszy raz mi się coś takiego przydarzyło, nigdy nie miałam nic z kośćmi i nie planowałam mieć.